O PROGRAMIE:

Teatr Polska jest ogólnopolskim programem promocji teatru wśród mieszkańców miejscowości, mających utrudniony dostęp do oferty teatralnej.

 

Celem programu jest promocja ciekawego repertuaru  w ośrodkach mających utrudniony dostęp do oferty teatralnej oraz zaktywizowanie teatrów do działalności wykraczającej poza własne miasto i konkretny budynek teatralny. Program ma także otworzyć możliwości współpracy między teatrami a ośrodkami kultury, a także ułatwić poznanie nowych miejsc i przestrzeni, w których można wystawić spektakle.

 

Inspiracją dla powstania  programu były objazdy teatralne organizowane w okresie międzywojennym przez „Redutę” Juliusza Osterwy i Mieczysława Limanowskiego, które przybliżały mieszkańcom małych miasteczek najważniejsze osiągnięcia kultury polskiej tamtego okresu.

W tym roku program Teatr Polska organizowany jest po raz piaty. Zgłosiło się 105 spektakli, spośród których Komisja Artystyczna zakwalifikowała do drugiego etapu 15 przedstawień oraz rekomendowała 5 dodatkowych. Komitet Organizacyjny przyznał dotacje 15  teatrom, które ze swoimi  prezentacjami i warsztatami odwiedzą 104 miejscowości w całej Polsce. Objazdy będą trwały od 15 lipca do 5 grudnia 2013 roku.

 

W tym roku w programie biorą udział: 
Grupa Coincidentia i Fundacja Działań Kreatywnych Coincidentia z Wasilkowa, Lubuski Teatr im. Leona Kruczkowskiego w Zielonej Górze, Opolski Teatr Lalki i Aktora im. Alojzego Smolki, Stowarzyszenie Studio Teatralne „Koło” z Warszawy, Teatr Dramatyczny im. Aleksandra Węgierki w Białymstoku, Teatr im. Heleny Modrzejewskiej w Legnicy, Teatr im. Stefana Jaracza w Olsztynie, Teatr Lalka w Warszawie, Teatr Lalki i Aktora „Kubuś” w Kielcach, Teatr Polski im. Hieronima Konieczki w Bydgoszczy, Teatr Polski w Bielsku-Białej, Teatr Polski we Wrocławiu, Teatr Wybrzeże w Gdańsku, Unia Teatr Niemożliwy z Warszawy, Wrocławski Teatr Lalek.

 

Pokazy spektakli realizowane w ramach programu Instytutu Teatralnego im. Zbigniewa Raszewskiego  TEATR POLSKA ze środków Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

 

Więcej informacji na stronie: www.polska.e-teatr.pl

 

NASZ SPEKTAKL:

 

Malina Prześluga

ŚWIATEŁKO

reżyseria
 MARIÁN PECKO

scenografia
 EVA FARKAŠOVÁ

muzyka
 ROBERT MANKOVECKÝ

 

obsada

Kapciowa DOROTA NOWAK

Poduszka AGNIESZKA ZYSKOWSKA-BISKUP

Smutne Łóżko ELŻBIETA ŻŁOBICKA

Budzik JAN CHRABOŁ

Kapeć TOMASZ SZCZYGIELSKI

Łysy Joe ANDRZEJ SZYMAŃSKI

 

PREMIERA 10 lutego 2013

 

Pewnego dnia z dziecięcego pokoju znika Dziewczynka. Co dzieje się z jej rzeczami i zabawkami, które zostają same? Z pewnością trochę rozrabiają, kłócą się, ale bardzo szybko zaczynają też tęsknić za osóbką, wokół której kręciło się całe ich życie.

 

Przedstawienie jest opowieścią o przygodach i emocjach przedmiotów, które muszą zmierzyć się z brakiem najbliższej im osoby. Współdziałanie i zapomnienie o dawnych waśniach pozwala im poradzić sobie z tą nową sytuacją. Postanawiają wyruszyć na poszukiwanie Dziewczynki i choć miejsce, w którym ją znajdują wcale nie jest wesołe, to ich wytrwałość i miłość do dziecka okazuje się bezcenna. To historia o przywiązaniu, przyjaźni i chęci dzielenia się szczęściem.

 

Malina Prześluga, autorka doskonale rozumiejąca świat dzieci, z charakterystyczną dla siebie lekkością wykreowała wyrazistych i niebanalnych bohaterów, ożywianych z mocą dziecięcej wyobraźni. Jej zdolność dostrzegania duszy nawet w najzywklejszych rzeczach, słowacki reżyser wykorzystał do stworzenia pełnej nadziei i humoru opowieści utrzymanej w duchu klownady.

 

„Światełko” to delikatna, krucha opowieść, baśń, która pozwala na poważną rozmowę z dziećmi o trudnych sprawach. Autorka, Malina Prześluga, jest świadoma odpowiedzialności, którą mamy my  – dorośli, kiedy codziennie odpowiadamy na pytania naszych dzieci. Pytania naiwne, banalne, ważne i bardzo ważne. Dziecko, jak każda rozsądna istota, ma prawo do zadawania pytań i do poznania prawdy. To od nas – dorosłych – naszej siły, odwagi i mądrości zależy, czy i w jaki sposób włączymy nasze dzieci do odkrywania tajemnic naszego wspólnego świata.

Marián Pecko – reżyser spektaklu

 

Dramat Maliny Prześlugi pt. „Pręcik” – przygotowany przez Opolski Teatr Lalki i Aktora jako „Światełko”, otrzymał nagrodę w najważniejszym konkursie dramaturgicznym dedykowanym autorom piszącym dla młodych odbiorców – XXII Konkursie na Sztukę Współczesną dla Dzieci i Młodzieży organizowanym przez Centrum Sztuki Dziecka w Poznaniu i opublikowany został w 32. zeszycie „Nowych Sztuk dla Dzieci i Młodzieży”.

 

 

TERMINY PREZENTACJI SPEKTAKLU 
W RAMACH PROGRAMU TEATR POLSKA:

 

BRZEG  4.10.2013, godz. 18.00 
Brzeskie Centrum Kultury

NIEMODLIN  20.10.2013, godz. 18.00
 Ośrodek Kultury w Niemodlinie

KŁODZKO  3.11.2013, godz. 18.00, 4.11.2013, godz. 9.00
 Samorządowa Instytucja Kultury

ZĄBKOWICE ŚLĄSKIE  4.11.2013, godz. 18.00
 Ząbkowicki Ośrodek Kultury

CZECHOWICE-DZIEDZICE  8.11.2013, godz. 16.30 
MOK w Czechowicach-Dziedzicach

ANDRYCHÓW  9.11.2013, godz. 18.00
 Centrum Kultury i Wypoczynku

RYBNIK  10.11.2013, godz. 16.00 i 18.0
0 Dom Kultury w Rybniku-Boguszowicach

ZDZIESZOWICE  15.11.2013, godz. 16.00
 Miejsko-Gminny Ośrodek Kultury, Sportu i Rekreacji

STRZELCE OPOLSKIE  17.11.2013, godz. 18.00
 Strzelecki Ośrodek Kultury

BRZEG DOLNY  21.11.2013, godz. 18.00
 Dolnobrzeski Ośrodek Kultury

LUBIN  22.11.2013, godz. 10.00 i 17.00
 Centrum Kultury Muza

NOWA SÓL  23.11.2013, godz. 18.00 i 24.11.2013, godz. 11.00
 Nowosolski Dom Kultury

KRAPKOWICE  28.11.2013, godz. 11.00 i 18.00
 Krapkowicki Dom Kultury

 

4.10.2013 godz.18.00 BRZEG
Brzeskie Centrum Kultury

 

„Tak blisko a tak daleko”

 

Spieszyłam się do teatru. Miałam do załatwienia jeszcze jedną sprawę. To był czwartek i właśnie zagraliśmy „Światełko”. Przechodząc korytarzem zwróciłam uwagę na scenę, ponieważ drzwi były otwarte na oścież. Pomyślałam: „Chłopcy pracują. Demontują scenografię. Faktycznie – jutro wyjazd do Brzegu”. Poszłam dalej, nie przywiązując wagi do tej myśli. Wcześniej umówiłam się z Dorotą, że pojedziemy do Brzegu prywatnym samochodem. I tak się zadziało. Rano ekipa techniczna wyruszyła w drogę, my pojechaliśmy w trójkę przed 16.00.

Droga. A w drodze wspomnienia smaków dzieciństwa: guma Donald, papierki z historyjkami Donalda, wykopki, bo właśnie zobaczyliśmy pracujących w polu. I smak kakao z dzieciństwa, które było deficytem, i cukierki rozpuszczalne, i oranżadka w proszku zjadana prosto z ręki. Droga przyjemna, pełna śmiechu i radości.

Znaleźliśmy się w Brzegu. Trafienie do Brzeskiego Centrum Kultury nie było trudne. Wszak jeździliśmy tam bardzo często i ja to pamiętam. Budynek ten sam, ale w środku… zmiany.

Zapytałam Eli gdzie garderoby. Jak to, zapomniałam? A tak, zapomniałam, tak dawno nie byliśmy w Brzegu. A tam? Wszystko wyremontowane – pięknie, czysto i przyjemnie. Gdzieś z zakamarków piwnicznych, bo trzeba Wam wiedzieć, że garderoby znajdują się w piwnicy, dochodziły głośne rozmowy, muzyka roznosiła się gdzieś z góry. Poszliśmy wszyscy na scenę, sprawdziliśmy warunki sceniczne, akustykę, techniczne rozwiązania.

Brak dzwonków. Wszyscy aktorzy i zespół techniczny na swoje miejsca. Czekamy przy zasłoniętej kurtynie. Szepty zakulisowe:

– Pamiętacie jak jeździliśmy wszędzie ze spektaklami? – ktoś się odezwał

– Tak, kiedyś dużo było wyjazdów.

– Dawno tu nie byliśmy.

– Pamiętam, jak z „Jasiem i Małgosią” byliśmy wszędzie – to Agnieszka

Tak, prawda. Za dawnych czasów, a jeszcze nie tak dawnych, bo wciąż młodzi jesteśmy, wędrowaliśmy ze spektaklami w najbardziej zapomniane miejsca. Dzieci z wiosek, mniejszych miejscowości, miast i miasteczek wiedziały, że przyjeżdża do nich teatr. Wsiadaliśmy do autobusu (ja pamiętam jeszcze autobus Robur) o piątej, szóstej rano i w trasę, do dzieci, z różnymi spektaklami.

To było ważne dla tych maluchów. Czas, kiedy to się działo, minął bezpowrotnie. Teraz, aby dzieci mogły obejrzeć spektakl, potrzebny jest taki projekt, jak Teatr Polska.

A dzieci w trakcie spektaklu „Światełko” reagowały spontanicznie, żywo. Przyszły całe rodziny, w przejściu stały wózki, rodzice z trzylatkami, i starsze i młodsze dzieci. Niewątpliwie potrzebny jest taki projekt i my o tym wiemy, jak bardzo. Dla dzieci i ich rodziców to wielkie przeżycie. A widać było to po ich reakcjach i zadowolonych buziach po wyjściu z sali teatralnej.

 

20.10.2013 godz. 18.00 NIEMODLIN
Ośrodek Kultury w Niemodlinie

 

W Niemodlinie…

 

Wyszłam na zewnątrz budynku bocznym wyjściem. Poczułam ciepło jesieni… cicho…wokół pusto… tylko jakaś starsza kobieta przechodziła z psem prowadząc go na smyczy. W ręce trzymała coś białego. Zastanawiałam się nad tym, gdzie może mieszkać owa pani?

W pobliżu przebiegał drugi pies, tak samo mały, jak ten na smyczy. Pieski głośno szczeknęły na siebie, jakby kłóciły się. Ten bez smyczy gdzieś pobiegł…

– Ktoś zgubił czapkę – odezwała się pani, zwracając się do mnie – tak przykuła moją uwagę, że poczuła się w obowiązku poinformowania mnie o tym fakcie. Powiesiła czapkę na płocie przylegającym do Domu Kultury i odeszła gdzieś…

Wszyscy czekaliśmy na rozpoczęcie spektaklu. Zdradzę Wam, że jeden z moich kolegów ma taką łapkę do makijażu. Przed przedstawieniem nakłada na twarz puder tą właśnie łapką króliczą. Jest to unikat. W dobie pędzli i innych specyfików do makijażu, taka łapka to zabytek. A mój kolega dostał ją przed laty. Zgadniecie kim jest właściciel łapki?

Wszyscy gotowi w oczekiwaniu na rozpoczęcie, jedynie ja nieprzebrana. Smutne Łóżko, które mam możliwość grać, pojawia się na końcu spektaklu. Dużo czasu do wejścia na scenę. Koledzy rozpoczęli. Wsłuchując się w każdą kwestię, zaczęłam przygotowania: przebrałam się w kostium, zrobiłam makijaż… czekałam… Głos kolegów, muzyka, ciche stąpania po scenie i ta cisza na widowni. Przypomniałam sobie las, w nim ognisko, które wzbijało iskry w górę, noc. Poczułam zapach lasu i melancholię… nie wiem dlaczego, ale w tym spektaklu było coś z tej ciepłej atmosfery leśnej, kiedy to wtuleni w siebie, patrzymy w ogień. Każdy dźwięk, który do mnie dobiegał, był ważny i prawdziwy. Piękny. I ta cisza na widowni, zaduma i powaga – żadnego szmeru. Żadnych odgłosów. Gdy stanęłam w kulisie, skupiając się na tym, co za chwilę się wydarzy – że Dziewczynka odejdzie – odczułam jeszcze mocniej tę ciszę, powagę. Każde wypowiedziane słowo trafiało do każdego, czułam to.

-… i skarpetka znajduje się… w pralce… – zabrzmiało

I chociaż nic nie odpowiadam, w myślach dodałam: „Czy na pewno?”

-… i znika gdzieś tam…

I chociaż nic nie odpowiadam, w myślach dodałam: „Gdzie? Nie wiesz co mówisz. Znika się na zawsze.”- zobaczyłam szklące się oczy koleżanki

-… bo szczęśliwi czasu nie liczą…

I chociaż nic nie odpowiadam, w myślach dodałam: „Nic nie rozumiecie, nic nie wiecie…” – wstałam… grupa się cofnęła… wszystko działo się jakby w rzeczywistości, a to był spektakl „Światełko”.

Kocham być na scenie… kocham swoje bycie na niej… a każda Rola jest mną, a ja jestem Rolą.

 

3.11.2013 godz. 18.00 KŁODZKO
4.11.2013 godz. 9.00 KŁODZKO
Samorządowa Instytucja Kultury

 

Kłodzko, niedziela.

 

Dobiegają do mnie głosy publiczności. Dzieci rozmawiają. Chwila oczekiwania na rozpoczęcie spektaklu. Stary budynek, kręte schody, strome wejście do garderoby. Scena w sam raz do zagrania, jednak w kulisach niezbyt dużo miejsca. Przejście za horyzontem wąskie, tyle, aby zmieściła się szafa i łóżko. Godzina 17. 52. Aktorzy poszli na scenę. Drzwi na balkony widowni zamknięte. Czekamy. Godzina 18.02. Rozpoczynamy. Wiedziałam, że muszę być na scenie wcześniej niż zwykle, by pomóc kolegom technicznym. Odsłaniam horyzont, żeby mogli przestawić części scenografii.

Zostaję w kulisie, w oczekiwaniu na swoją scenę. Śmiech i cisza przeplatają się w reakcjach publiczności. Gdy wchodzę na scenę zwracam uwagę, że w pierwszym rzędzie, bo tylko tę część widowni można zobaczyć ze sceny, siedzi zakonnica. Prawie tak samo ubrana jak ja. Dziwnie się poczułam. Przez myśl przebiega mi pytanie: co odczuwa, patrząc na moją postać?

Zauważam, że łóżko dziewczynki jest zbyt wcześnie rozpalone. Świeci. Łóżko naszej chorej dziewczynki, bohaterki naszego spektaklu. A po spektaklu dowiedziałam się, że zaistniał problem techniczny z kurtyną. Tak się zdarza.

Po przedstawieniu przychodzi do nas Pan Michał – organizator.

-Jak się panu podobało? – zapytał jeden z aktorów

-Bardzo piękny spektakl. Gdy rozmawiałem z Panią Alicją, chciałem, aby ten właśnie spektakl odbył się w okolicach Wszystkich Świętych. Przede mną siedziały dzieci niepełnosprawne. Trochę nie wytrzymywały, wiadomo. Były też dzieci z Domu Dziecka, rodzice z maluchami. Tematyka jest trudna, ale piękna.

-To rodzice będą mogli porozmawiać z dziećmi w domu – stwierdził ten sam aktor.

-Tak i o to chodzi. Jestem ciekawy jutrzejszego spektaklu. Czy coś jeszcze potrzeba?

-Nie. Dziękujemy za kołacz :)

Musicie wiedzieć, że dostaliśmy pyszny kołacz i kwiaty, a w garderobie była herbata, kawa i ciastka. Przyjazna i serdeczna atmosfera, a uroku dodaje klimat starych kamienic miasta.

Wychodzę na taras. Wiatr szumi, porywa liście, wiruje nimi. Spoglądam w niebo. To niebo wydaje mi się bliskie, moje. Zaledwie kilkadziesiąt kilometrów stąd znajduje się wieś, w której się wychowałam.

Zatęskniłam za rodzinnym domem.

 

Dzień przeżyć osobistych

 

Wstałam dość późno, o godzinie 5.30. Wyspałam się. Wypiłam kawę, jak zwykle, ale tym razem nie w domu. Zdradzę Wam tajemnicę: pożyczyliśmy sobie z Kłodzkiego Ośrodka Kultury, Sportu i Rekreacji czajnik, żeby móc napić się czegoś ciepłego. Oddamy za chwilę, gdy pojedziemy grać kolejny spektakl w ramach Teatr Polska. Z korytarza dobiegają głosy, stąpania. Jakaś dziewczynka wstała o szóstej i maszerowała do łazienki. Teraz dokazuje – słychać ją za drzwiami naszego pokoju. Już świta na zewnątrz. Do pokoju wpada dzienne światło. Druga Ela śpi, koledzy krzątają się, a ja piję herbatę.

Ten dzień jest dla mnie ważny. O dziewiątej gramy jeszcze tu, w Kłodzku, ale potem jedziemy do Ząbkowic Śląskich. Jest to miasteczko, w którym mieszka moja siostra. W dzieciństwie jeździłam do Ząbkowic z mamą na zakupy. Ciekawa jestem, czy siostra, która o mnie zapomniała, przyjdzie na spektakl? Wątpię, ale siedzi we mnie myśl, że może jednak zechce mnie zobaczyć? W tych okolicach mieszka cała moja rodzina – siostry, ojciec. Tutaj mam groby najbliższych. A spektakl „Światełko” traktuje właśnie o odchodzeniu, o głębokiej przyjaźni i bliskości. Dzisiaj, kiedy przywołuję obrazy z dzieciństwa, rodzinnego domu, wydarzenie to ma dla mnie podwójne znaczenie. Przepraszam, ale już czas szykować się do wyjścia. Wrócę do Was za moment.
I wracam po dwóch godzinach. Zjedliśmy wspólne śniadanie. Oddaliśmy czajnik, naprawdę – oddaliśmy. Herbata, kawa wypita. Przygotowania do spektaklu: makijaż, kostium. Scena wczoraj sprawdzona, mikrofon działa. Gotowi. Czekamy na czas rozpoczęcia. Godzina 8. 48 Cisza. Schodzę na dół, schody skrzypią. Trzeba uważać w trakcie spektaklu, żeby skrzypienie nie dochodziło na widownię, ale to pewnie moje przewrażliwienie.

Wróciłam. Uuuu, żywiołowa widownia. Głośne rozmowy i przekrzykiwania ucichły po rozpoczęciu przedstawienia. Ale nie jest tak prosto, młodzi – dopowiadają, komentują. Gdy im się podoba – śmieją się, krzyczą. Zmierzyć się z taką widownią to sztuka. Teraz Państwo Kapcie rozmawiają z Budzikiem. A Poduszka leży w łóżku, czeka aż ją obudzą. Misiek również czeka, i Smutne Łóżko. Ach, dzieci, żywioł. Przedstawienie trwa. Czas skupić się i przygotować. Poduszka już w akcji, czekamy na Miśka. Jest. Wychodzi z szafy. Muzyka, tak jak światło dodaje klimatu, ubarwia grę kolegów. Misiek smutny. Państwo Kapciowie, Budzik, Poduszka pytają o Dziewczynkę.

– Dobranoc kochanie, dobranoc, niech przyjdzie sam Pan Bóg na pomoc. Dobranoc, słodko śpij, niech Ci się śnią w nocy piękne sny – zabrzmiała muzyka i dźwięczny głos kolegów. Na widowni cisza.

– Do smutnego łóżka. Ale już! – i poszli.

Przyznam szczerze, że dzisiaj mam w sobie pełno emocji, dlatego zostawiam Was i idę zadziałać: skupić się, zagrać. Wrócę do Was, wrócę.

I wracam… To był trudny spektakl. Zmierzyliśmy się z ogromem widowni, jej żywiołowością. A teraz chwila odpoczynku i dalej w trasę, do Ząbkowic Śląskich. Pewnie obiad zjemy gdzieś po drodze, może na miejscu. Jedna z moich sióstr, która zawsze jest przy mnie dobrą myślą i jedyna z pięciu, utrzymująca ze mną kontakt, zaprasza do siebie. Przecież to tylko 15 kilometrów od Ząbkowic, ale czasu brak na gościnę. Za zaproszenie wszyscy podziękowali. Do „przeczytania” wieczorem.

 

 

4.11.2013 ZĄBKOWICE ŚLĄSKIE
Ząbkowicki Ośrodek Kultury

 

Spacer po ząbkowickim Rynku

 

Dojechaliśmy do Ząbkowic Śląskich. Przy wjeździe droga w przebudowie.  Piękny budynek Ząbkowickiego Domu Kultury, ale cóż, przyjechaliśmy około 12, a tam spektakl z Wrocławia. Zostawiłam swój bagaż i wyruszyłam do Rynku – zaledwie kilka kroków od Domu Kultury. Miasteczko niezbyt duże. W chwilę obeszłam Rynek. Zaopatrzyłam wnuczkę w buty, córkę w drobiazgi: koraliki, sznureczki, zapinki. Będzie robić biżuterię. Jak można się spodziewać zaopatrzenie pasmanteryjne na wysokim poziomie, duży wybór. W małych miejscowościach można spotkać różne smaczki, za niezbyt dużą cenę. Wróciłam po godzinie, a tu impreza w toku. Nie mogłam wejść do garderoby. Wyszłam ponownie z Domu Kultury. Poszłam do restauracji na obiad. Gdy wróciłam Wrocław składał swoją dekorację, nasza ekipa techniczna wnosiła światełkową scenografię. Problem. Mało czasu na rozłożenie sprzętu, postawienie dekoru przygotowanie się do przedstawienia. Aktorzy nie zostawili sprawy samej sobie. Pomagali wnosić dekorację na drugie piętro. W chwili obecnej trwają przygotowania. Czy spóźnimy spektakl? Jak znam naszą ekipę, to wszystko będzie punktualnie i jeszcze będzie czas na próbę.

Jeśli chodzi o mnie, to spodziewałam się, że gdzieś na ulicy spotkam siostrę. Nie spotkałam. Ale wspomnienie mamy, z którą chodziłam po tych ulicach,  było ciepłe i serdeczne. Gdy byłam dzieckiem to miasto wydawało mi się ogromne. I wiecie co – jest jeden sklep z moich dziecięcych lat, pamiętam go: „ROLNIK”. A jakże! Oczywiście weszłam do niego, obejrzałam stoiska. Dzisiaj przypomina targowisko, a czym był kiedyś? Towaru nie było za dużo, było pusto na półkach. Teraz pełno, a kupujących prawie wcale. Stanęłam przy jednym stoisku, nie ma ekspedientki. Zobaczyła mnie jej sąsiadka i krzyczy na cały ten „ROLNIK”:

-Tereska, idź na swoje stanowisko!

-A co? – krzyczy Tereska

-A ktoś tam stoi – przyszła Tereska i patrzy na mnie ze zdziwieniem.

-Co podać?

-Czy są nici żyłkowe?

-Nie, ale mam duży wybór normalnych nici.

-Potrzebuję żyłkowych. Dziękuję – odwróciłam się jeszcze – do widzenia.

Kiedy znowu zobaczę Tereskę, tego nie wiem. Nie wiem nawet kiedy ponownie będę w tej okolicy.
Teraz czekam na siostrę tę, która ma dla mnie zawsze ciepłe słowo. Przedstawiam Wam Weronikę – jedyną siostrę, która o mnie nie zapomniała, wręcz przeciwnie – pamięta, ceni i szanuje. Jestem naprawdę wdzięczna za jej przyjaźń.

Miło być z Wami, jednak spotkamy się dopiero po spektaklu.

Obiecałam, więc jestem. Nie będę się rozpisywać, ale pragnę Wam powiedzieć, że choć nie spotkaliśmy się tutaj z tak ciepłym przyjęciem organizatorów jak w Kłodzku, to spektakl w Ząbkowicach Śląskich był piękny. Zaskoczeni byliśmy bardzo dobrą akustyką sali widowiskowej. Można było wydobyć wszystkie niuanse i precyzyjnie przekazać treść. Jak to wiele zależy od warunków sali. Tutaj ogromna przestrzeń, lecz ekipa opolska znakomicie się spisała. Scenę przygotowali przed czasem. Mogliśmy zrobić jeszcze próbę. Brawo Chłopcy! Tak jeszcze wspomnę, że brakuje nam naszej drewnianej podłogi. Stan scen Ośrodków Kultury jest różny, a to wykładzinę można spotkać, a to wyrobione deski. Różnie to bywa, a przecież w spektaklu trzeba się przesunąć na przykład w potężnym kapciu, jednakże profesjonalizm aktorów nie pozwoli, by coś nie zostało wykonane zgodnie z założeniami reżyserskimi :)

Widownia bardzo dojrzała, w skupieniu obejrzała całość. W trakcie można było zobaczyć łzy wzruszenia, usłyszeć śmiech szczery, dostrzec ciepłe tulenie dziecka. Skąd wiem? Na widowni siedziała moja siostra Weronika. Na koniec otrzymaliśmy burzę oklasków. Dobrej nocy i do następnej wrażeniowej relacji.

 

8.11.2013 godz. 16.30 CZECHOWICE-DZIEDZICE
Miejski Dom Kultury w Czechowicach-Dziedzicach

 

WARSZTATY – życie przedmiotów

 

Dzisiaj Czechowice-Dziedzice. Dom Kultury. Jak mam to w zwyczaju, wyszłam na zewnątrz. Stanęłam na schodach i słyszę głos z eteru:

 

„Do teatru ubieramy się elegancko… nie zakładajmy kapeluszy, toczków, ubrań z ćwiekami czy martensów” – i tu nastąpiła cała instrukcja jak ubrać się do teatru, jak się zachować. Wsłuchiwałam się w tę instrukcję i zastanawiałam czy to prawda, czy tylko wytwór mojej wyobraźni? Może faktycznie jest potrzeba takiego instruowania. Posiedziałam w garderobie przy scenie w oczekiwaniu na warsztaty teatralne.

Poszłam do stolarni. Sala w piwnicy, oświetlona, mini scenka, kilka rzędów krzeseł. Pusto. Agnieszka i Janek czekali na dzieci siedząc na scenie. Trzy krzesła i walizka. Przyszły dzieci. Uśmiechnięte, wesołe i gotowe do zabawy. Usiadły. Rozpoczęły się zajęcia. Agnieszka opowiadała o teatrze. Czym jest spektakl. Kto go tworzy. Janek wymienił trzy elementy – czynniki najważniejsze w teatrze: Aktor, Widownia, Treść spektaklu. Potem krzesła stojące na scenie ożyły. Były młode, stare, smutne, wesołe, rozmawiały ze sobą, chodziły i wydawały dźwięki. Dzieci brały udział żywo i swobodnie, angażowały się. Potem walizka weszła do akcji. Duża, szara, a z niej wysypały się różne przedmioty: parasolki, buty, poduszki, mniejsze walizeczki i torebki. A to pies zaszczekał, a to potwór buty straszył. Buty straszyły potwora. Helikopter też latał. Dzieci bardzo otwarte, chętnie brały udział w działaniach, chciały być na scenie, odgrywały role, ożywiając całą tę czeredę przedmiotów.

A po lekcji:

-Fajne te dzieci były dzisiaj. Krzyczały: „ja, ja, ja jeszcze nie byłem!” – mówiła Agnieszka – Fajne krzesło znalazłeś. Dzieci mówiły, że krzesło ma zmarszczki. Inne mówiły, że jest mamą, bo nie jest pomarszczone.

Faktycznie, dzieci bardzo dużo mówiły na temat krzeseł. Były zaskoczone, że one mogą żyć, rozmawiać ze sobą. Forma krzeseł przemówiła jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
I to jest piękne w teatrze lalek, że przedmioty mają swoje życia, swoją historię i emocje. To jest to, co najbardziej mnie ujmuje, przypomina o dziecku w nas samych. Każdemu przedmiotowi można nadać sens bycia. I właśnie w tych dzieciach można było zauważyć, że te historie opowiadane przez Agnieszkę i Janka, mają sens i wymowę.

A potem dzieci mogły zobaczyć w spektaklu życie Państwa Kapciów, Budzika, Poduszki i Misia, a także Smutnego Łóżka – przedmiotów, którym tchnienie daje aktor. Czarowny świat przedmiotów, czarowny świat sceny, czarowny świat postaci i dlatego bycie aktorką jest dla mnie piękną przygodą, ciągle fascynująca i odkrywczą.

 

9.11.2013 godz. 18.00 ANDRYCHÓW
Centrum Kultury i Wypoczynku w Andrychowie

 

Andrychów i jak mieszkamy

 

Droga przyjemna, dość krótki dystans z Czechowic–Dziedzic do Andrychowa. Niezbyt duża miejscowość, jednak udało nam się zabłądzić. Wjechaliśmy w ulicę, gdzie mieści się biuro Domu Kultury. Trzeba było pojechać w inne miejsce, gdzie jest scena. Trafiliśmy. Wyszliśmy z samochodu i niespodzianka: w Domu Kultury stół przyrządzony: ciastka, filiżanki na stole. Zaraz kawa była i herbata. A dalej zobaczyliśmy kuchnię, łazienki. Zapragnęliśmy jednak chwilę odpocząć. Dyrektor Miejskiego Domu Kultury w Andrychowie, który czekał na nas, zadzwonił i postarał się, abyśmy mogli pojechać do hotelu wcześniej, niż było to ustalone. Wiecie, pobłądziliśmy na tych drogach górskich. Zwiedziliśmy przy okazji piękne okolice. I dojechaliśmy. Piękne otoczenie: domki w kształcie trójkątów, ścieżki spacerowe, kort tenisowy, w głębi nowo wybudowany hotel. Recepcja wprawdzie gdzie indziej, ale za to miłe zaskoczenie. Domek numer osiem otrzymały kobiety. Weszłyśmy. Czysto. Przestronnie. Aneks kuchenny. Szafki, w nich naczynia. Czajnik, herbatę można zrobić, kawę. Na piętrze sypialnie. Na dole salon. Taras przed domkiem. Na tarasie ławki, stół. Góry tuż, tuż i świerki dorodne wszędzie. Ośrodek mający całe zaplecze do wypoczynku. Weszłyśmy do środka i wyrwało nam się: ”Wow”. Ciepło. Bardzo ciepło. Zakręciłyśmy kaloryfery, drzwi otworzyłyśmy, żeby chłodu nieco wpuścić. Każda znalazła swój kąt, wtuliła się w czystą pościel i odpoczywała. A potem obiad w restauracji i do pracy. Tam czekał już na nas Pan Rafał, fotograf z Warszawy. W ramach projektu Teatr Polska robi reportaż dla piętnastu teatrów z całej Polski. Przedstawiliśmy się sobie i każdy zajął się swoją pracą. Aktorzy na próbę, potem warsztaty i spektakl, Pan Rafał – zdjęcia. A po spektaklu powiedział:

-Dobrze zdjęcia się robiło w trakcie spektaklu. Macie wspaniałą mimikę, każde spojrzenie, wszystko widać. Pięknie. Piękny spektakl.

Deszcz pada na zewnątrz, ekipa techniczna składa dekorację i sprzęt, garderobiana kostiumy, a my czekamy, by razem wrócić w zacisze domków, zjeść kolację. Jutro Rybnik

 

10.11.2013 godz. 16.00 i 18.00 RYBNIK
Dom Kultury w Rybniku-Boguszowicach

 

Teatr w Domu Kultury

 

Dom Kultury w Rybniku-Boguszowicach. Atmosfera teatralna. Młodzi ludzie mają tutaj swój styl – styl bycia w Domu Kultury. Przychodzą na zajęcia teatralne. Jest tu aż sześć takich grup. Dla dzieci w różnym wieku, młodzieży, dla ich rodziców, dla dorosłych. Kto pomagał naszym technicznym? Młodzi ludzie. Teraz można spotkać ich w klubie Domu Kultury. Chce się napisać: klubie teatralnym. Wychowana młodzież, obyta ze sceną. Publiczność dojrzała, w sposób naturalny odbierająca tak trudny spektakl jak „Światełko”. Na drzwiach wejściowych kartka: „Na widownię nie wnosimy jedzenia”. Dbają tutaj o wychowanie i to dało się wyczuć ze sceny. Edukacja poprzez teatr przynosi tutaj efekty. Widownia pełna dzieci, szczere oklaski. Nie w każdej miejscowości jest tak wysoki poziom dojrzałości widza. Bywają miejsca, gdzie potrzeba jest częstszego bycia teatru. Powinniśmy oswajać publiczność mniejszych miast spektaklami, problemami w nich poruszanymi. Powinny być też warsztaty teatralne, by uświadamiać młodych ludzi poprzez sztukę. Zagraliśmy w Rybniku-Boguszowicach dwa spektakle. Kochamy grać dla każdego, tutaj zagraliśmy zmęczeni, ale daliśmy maksimum swoich możliwości.

 

Jak schudnąć na wyjeździe.

 

Jeśli jesteś w tak zwanym terenie, czyli grasz poza siedzibą teatru, pamiętaj o zdrowym odżywianiu. Jaką dietę preferuje się w objeździe? Podstawa – należy zabrać ze sobą kubek i czajnik, kawę, herbatę i resztę według uznania, ale nie zapominajmy o żołądku. Zabieramy ze sobą chleb lub bułki, ważny jest też chleb tostowy, ser tostowy, ketchup i odrobina szynki. Toster. Tak wyposażony ruszasz w trasę. Nie wolno zapominaj o karcie bankomatowej.  Gdy zjesz śniadanie w domu, albo i nie zjesz, tylko kawą się uraczysz, możesz ruszać w trasę. W busie pijesz nieco wody, albo nie. W zależności od odległości. Możesz zjeść kanapkę przygotowaną w domu, lub nie. Ja nie zauważyłam, aby ktoś spożywał suchy prowiant w trakcie podróży. Jesteśmy już na miejscu. Kawa obowiązkowo. Potem pauza. Koledzy techniczni rozkładają dekorację. Masz dużo czasu. Zbliża się pora obiadowa. Pytasz organizatorów o najlepszą knajpę, w której możesz zjeść ciepły posiłek. Ważne jest, by spożyć dobry obiad – taki, po którym nie ratujesz się tabletką typu Ranigast. Zamawiasz zupę lekką, może być rosół z makaronem, barszcz z uszkami czy żurek. Nie zapominasz o drugim daniu. Uznanie w tej kwestii jest różnorodne, w zależności od preferencji. A to rybka: makrela wędzona na ciepło, dorsz i inne. Surówka lekkostrawna. Pamiętaj, nie przepełniaj żołądka, czeka Cię zagranie spektaklu. W innej miejscowości zamów to, czego nie jesz w domu bądź to, czego wcześniej nie jadłeś. Dietę urozmaicaj. A wieczorem tosty, tosty, tosty. Nie zapomniałeś – tostera jesteś uratowany. Po drodze wstępujesz do marketu i kupujesz, płacąc kartą lub wyskakując z gotówki: bułki, wykwintną zupkę chińską, gorący kubek i kabanosy. Pamiętaj, by nie profanować przygotowania dań na ciepło. Podaję instrukcję przygotowania ciepłego dania w warunkach hotelowych: wyjmujesz z reklamówki powoli, nie spiesząc się zakupy. Zostawiasz na stole (zazwyczaj w hotelach znajdziesz go) to, czym chcesz się uraczyć. Jeśli posiadasz talerz – jesteś uratowany. Dokonujesz wyboru: zupka chińska, gorący kubek czy tosty? Padło na tosty. Luksus wyjazdowy. Powoli wyjmujesz kromki chleba, nie smarujesz masłem, bo o nim zapomniałeś, przekładasz kromki szynką i serem tostowym, składasz i bach do podgrzania. Czekasz, czekasz, czekasz… Zaglądasz co jakiś czas czy kanapka już podpiekła się. Jest gotowa. Korzystając z noża bądź łyżeczki pomagasz sobie z wyjęciem tosta, przekładasz na talerzyk papierowy i pierwsza osoba z grupy może zjeść. Dzielisz się połową z kimś innym. Dekorujesz ketchupem i spożywasz, uważając, by się nie poparzyć. Zakrapiasz to łykiem napoju rozcieńczonego innym napojem i już jesteś wesoły. I tak dalej i dalej. Innym razem celebruj przygotowanie zupy wykwintnej. Padło na rosół z kurczaka: bierzesz torebkę z makaronem i kurczakiem. Nie otwierając, pamiętając by torebka nie pękła, gnieciesz ją w dłoniach. Tak przygotuj makaron i kurczaka. Powoli otwierasz. Pamiętaj! Torebka nie może strzelić, bo będą straty w postaci rozsypanego makaronu. Wsypujesz zawartość do talerza, jeśli go posiadasz, otwierasz kurczaka i wsypujesz do makaronu. Czajnik z wodą gorącą jest niezbędny, pod warunkiem, że gniazdka w pokoju hotelowym są czynne. Jeśli nie są, ratujesz się gniazdkiem w korytarzu, bądź łazience, bądź innym prądem, gdy żadne gniazdko nie zadziała. Potem zjadasz i mówisz, ocierając usta: „Ach, jakie dobre”. Idziesz spać, a na drugi dzień powtórka z rozrywki. Pamiętaj by dietę swoją urozmaicać. Na drugi dzień np. tosty i zupa pomidorowa, bądź inna według uznania. Popijaj napojem kolorowym mieszanym z białym, bądź samym białym, bądź samym kolorowym. Smacznego.

 

15.11.2013 godz. 16.00, ZDZIESZOWICE
Miejsko-Gminny Ośrodek Kultury, Sportu i Rekreacji

 

Teatr Polska – Zdzieszowice

 

-A co? My dzisiaj nie gramy? Ela, która jest godzina?- zapytał Janek

-Szesnasta.

-Chodźmy.

-Dzisiaj mało dzieci.

-Garsteczka.

I poszliśmy wszyscy na scenę. Potęga przestrzeń. Dekoracje wcześniej zostały przesunięte do przodu. A to po to, by mieć mniejszą odległość w stosunku do widza. Za horyzontem – ekranem drugie tyle przestrzeni, co przed. Każdy zajął swoje miejsce. Próbowałam znaleźć jakąś wolną przestrzeń w kurtynie, żeby zobaczyć ile dzieci jest na widowni, ponieważ jakoś cichutko było. Szukałam to tu, to tam, no nic nie znalazłam. Zaprzestałam tego procederu. Tak cichutko na widowni, że mnie to stale intrygowało. Nic to, aż tu nagle słyszę głos dziecka

-Ludzie, róbcie to!

No tak, maluch niecierpliwił się, że nie zaczyna się to, co robią ludzie na scenie. I Zaczęliśmy. Przestrzeń duża, to i pogłos był duży. Aktorzy dostosowali się do warunków.

Zamknęłam się w garderobie, gdzie i tak wszystko słychać było bardzo dobrze, mimo braku odsłuchów. Czekałam. Potem przeszłam tyłem sceny, przeszłam przez łóżko, które nagle wyrosło przede mną. Czekałam. Zobaczyłam Łysego, znaczy Smutnego Misia. Wyraz jego twarzy w kontekście tego, co działo się na scenie, wzruszył mnie. Tyle ciepła zobaczyłam, tyle zrozumienia i aprobaty dla Dziewczynki, że niełatwo było powstrzymać wzruszenie.

Wiedziałam, że muszę dostosować siłę głosu do warunków. Pogłos dawał iluzję dobrej słyszalności, ale przecież wiemy, że to tylko złudzenie.

Garstka dzieci na widowni wywołała nas oklaskami.

A po skończonym przedstawieniu wyszłam wcześniej niż koledzy. Zobaczyłam jednego Pana, który wypełniał ankietę. Stał z dzieckiem.

– Jak podobał się spektakl? – zapytałam

-Jak? – zapytał córki. Nic nie odpowiedziała. Wstydziła się.

-Było wesoło czy smutno?

-Wesoło- odpowiedziała. A tata:

-Bardzo pięknie. Mnie wzruszył. A przyjedziecie jeszcze do nas? Chciałoby się to obejrzeć jeszcze dwa, albo ze trzy razy. Przyszedłbym z młodszą, ale powiedziane było, że od sześciu lat, to została w domu. Bo ja mam dwa maluchy.

-Chętnie przyjedziemy, ale to nie ode mnie zależy. Trzeba, żeby organizatorzy tym się zajęli.

-Bo ja przyjdę jak będziecie.

-Cieszę się. Do widzenia.

-Do widzenia.

Pojechaliśmy do domu. A w samochodzie:

-Jak przyjadę do domu to zrobię sobie dwie herbaty, kanapki z boczkiem i się naaajem, ach…-powiedział… A, nie powiem. Zgadujcie.

 

17.11.2013 godz. 18.00, STRZELCE OPOLSKIE
Strzelecki Ośrodek Kultury

 

Ankieta

 

Jakie wrażenia mają widzowie po obejrzeniu spektaklu „Światełko”? Zagraliśmy już kilkanaście przedstawień w ramach projektu Teatr Polska. Widzowie zawsze mówią:

-Mamy rzadko okazję oglądać takie spektakle teatralne. Można się czegoś nauczyć. Głębia, jaką zawiera spektakl, daje wiele do myślenia. Pięknie wpływa na wyobraźnię. Wzbudza emocje. Jest śmieszny, jak i smutny. Wydarzenie takie jak Teatr Polska ukulturalniają społeczność. Pozwala na kontakt ze sztuką. Podoba nam się temat przedstawienia. Takie wydarzenie przyczynia się do podniesienia poziomu intelektualnego dzieci, młodzieży, dorosłych. Pozwala przeżyć skryte emocje. Uświadamia emocje związane z przemijaniem. Takie wydarzenie może zorganizować ludzi i stworzyć teatr. Po raz pierwszy można zobaczyć spektakl dla dzieci o śmierci. Takie wydarzenie może zmienić ludzi, może pokazać też dobre strony teatru.

-Wspaniała gra aktorów, zaskakujące zakończenie. Ciekawy spektakl, interesujący. Gra aktorów wywołuje niesamowite odczucia. Najciekawszym elementem spektaklu jest groteska. Balon unoszący się nad widownią. Uczestniczymy w spektaklach teatru z Opola, bo jest świetna obsada, fenomenalna animacja, piękne rekwizyty.

-Najciekawsza postać to Pan Kapeć. Smutny Miś jest bardzo smutny i emocje jakie wyraża są piękne. Najciekawsza postać jest Misia, jego uczucia.

-Oglądając ten spektakl, czuję się jakbym była w 3D

-Kontakt ze sztuką to magia.

-Podoba się gra aktorów.

-Gra aktorów.

-Gra aktorów

-Gra aktorów

Warto? Warto!

 

Dzisiaj zagraliśmy w Strzelcach Opolskich. Blisko. Gościmy w tej miejscowości od czasu do czasu. Scena mi znajoma. A żeby Was zaciekawić powiem, że musiałam w trakcie spektaklu przedzierać się za kulisami i przechodzić przez omaszynowanie sceny, co wywołało u mnie nieprzemijającą chęć zabawy. Trzeba mi było szybciutko się odłączyć od tej emocji, ponieważ nie to miejsce, nie ten spektakl, nie ten temat. Może innym razem…

 

21.11.2013 godz. 18.00 BRZEG DOLNY
Dolnobrzeski Ośrodek Kultury

 

„Światełkowe” emocje

 

No tak. Dzień długi. Emocjonujący. Wstałam o czwartej rano. Ciemno. Dla wszystkich to środek nocy. Wyjazd do Brzegu Dolnego o ósmej. Rano spakowałam się i wyszłam z domu. Wszyscy już byli, ja przyszłam ostatnia. Dwie minuty spóźnienia. Droga dość szybko minęła. Ze względu na tacho kierowcy nie mieliśmy przerwy w podróży, ale koleżanka swoim zdecydowaniem wymusiła zatrzymanie się na 10 minut. Tacho nie ucierpiało z tego powodu. Tachograf to rejestr przebytej drogi, zapis przejechanych kilometrów i czasu podróży. A to tak dla niewtajemniczonych.

Przyjechaliśmy do Brzegu Dolnego, a tam proszę: kawa, herbata, ciasto i zaproszenie na obiad, który odbył się około 15.00. Iście królewskie przyjęcie. Wszystko byłoby niesamowicie piękne gdyby…

Do garderoby, tuż przed obiadem weszła garderobiana.

-No tego jeszcze nie było.

Rozmawiałam z Agnieszką i zajęte swoim tematem nie zwróciłyśmy uwagi na jej słowa. Któraś z nas zagadnęła ją, a ona:

-Ja nie o tym mówię. Benek złamał rękę.

Pomyślałam, że to żart. Nie dotarła do mnie ta informacja. Benek jest naszym oświetleniowcem. Pracowity i szybki. Spieszył się, żeby wszystko było na czas. A tu trach, drabina ześliznęła się, zachwiała i Benek spadł tak niefortunnie, że ręka złamana w dwóch miejscach. Po chwili usłyszeliśmy dźwięk jadącego pogotowia. Przechodząc prze korytarz zobaczyłam przez uchylone drzwi pogotowie. Zabrali Benka. Zrobili prześwietlenie. Po godzinie słyszę go na scenie jak się krząta i podpowiada co trzeba jeszcze poprawić. W międzyczasie ustalono, że wróci do Opola na operację złamanej ręki. Szczygieł na szczęście przyjechał prywatnym samochodem, ponieważ mieszka we Wrocławiu i to jest krótki dystans. „Zapakowano” Benka do prywatnego samochodu, zawieziono do Opola a na jego miejsce jedzie drugi oświetleniowiec. Na tę chwilę sytuacja opanowana. Ale jak ma się odbyć spektakl? Kto poprowadzi światła? Waldek? Tak, Waldek poprowadzi światła. Ale kto za Waldka zmieni dekorację w trakcie spektaklu? Zażartowano sobie ze mnie, że jestem słuszna kobieta, to ja przeniosę szafę. Oj, minęły te czasy, kiedy dźwigałam ciężkie przedmioty, minęły. A myślicie, że nie podeszłam do szafy, by sprawdzić czy dam radę? Podeszłam, ale wierzcie mi, ciężka. Nawet nie drgnęła. Potrzeba jest, by mężczyzna to zrobił, to takie oczywiste. Przyszło dwóch panów z obsługi Domu Kultury, powiedziano im co mają robić i czekaliśmy na spektakl. Wszystko jasne, każdy wie co ma robić. Czekamy. Na szczęście nic już więcej się nie wydarzyło, co wpłynęłoby na jakość spektaklu. Nie, przesadzam, zdarzyło się. Rozbawiłam kolegów na scenie gdy na nią weszłam. Czym? A podobno tak śmiesznie miałam założony czepek na głowie, że wszystkich to rozbawiło, choć ja wcale nie zauważyłam tego na twarzach kolegów. Mój czepek w porównaniu z wydarzeniami dnia dzisiejszego to nic nie znaczący drobiazg. Ważne jest, że Benek jest pod opieką lekarzy, spektakl się odbył zgodnie z planem, Waldek dobrze poprowadził światła, a widzowie nie utracili niczego z wartości „Światełkowych”.

 

Poranek w Brzegu Dolnym

 

Dzień kolejny. Wstałam znowu o czwartej. Szaleństwo. Wszyscy śpią smacznie, a ja budzę się. Och, pospałabym jeszcze. Niestety… nie da rady. Zastanawiam się co dzieje się z Benkiem? Jak się czuje i czy wszystko jest dobrze? Rano się dowiem, jak wszyscy wstaną i zadzwonimy do niego. Wczoraj wieczorem spotkałam w korytarzu hotelowym Mirka, który oświetli nam „Światełko”. Wyrwany z planów dnia wczorajszego, przyjechał do nas.

-Widzę, że przyjechałeś.

-Tak. Madzia zadzwoniła do mnie.

-My to jak w wojsku, co? Telefon i już jesteśmy.

-Tak. Właśnie tak.

-Masz co jeść? Jadłeś kolację?

-Nie jem kolacji. Mam soczek a rano będzie śniadanie.

-Tak, ale jakbyś potrzebował coś do zjedzenia to ja mam.

-Dziękuję Ela, poradzę sobie.

Poszłam do swojego pokoju, położyłam się i zasnęłam, a teraz jest poranek, piję kawę.
Zastanawiam się nad postawą naszej ekipy i dochodzę do wniosku, że nie ma sytuacji, z której nie wybrnęlibyśmy. Zgrany zespół. W sytuacjach kryzysowych potrafi się odnaleźć. Nie ma rzeczy niemożliwych, nie ma sytuacji bez wyjścia. Nie ma sytuacji, z którą nie dalibyśmy sobie rady. Jestem dumna, że pracuję w tym teatrze od ponad dwudziestu lat, dokładnie dwadzieścia trzy. Jestem dumna, że pracuję z ludźmi odpowiedzialnymi, zawsze na swoim miejscu. Pomysłowymi i odważnymi. To daje poczucie bezpieczeństwa, spokoju i pewności.

Dzisiaj jedziemy dalej, ale niech się wszyscy wyśpią. Ja, aby nie obudzić koleżanki, siedzę w łazience i rozmawiam z Wami. Dziwne miejsce na rozmowę? Nie, biorąc pod uwagę okoliczności, to nie.

Wczoraj, przy okazji wypadku, wiele osób zaczęło wspominać swoje zdarzenia. A to złamany palec, a to zwichnięta noga, ramię. A to z dzieciństwa przypadki. Wiecie, mamy jednego aktora, który jest z podwyższonego ryzyka urazowego, ale nigdy nie zawiódł. Grał spektakle z kontuzjami. Nie powiem Wam kto to taki. Kto zgadnie, otrzyma ode mnie nagrodę :)

 

22.11.2013 godz. 10.00 i 17.00 LUBIN
Centrum Kultury „Muza” w Lubinie

 

Muza w Lubinie

 

Wszyscy wstali przed siódmą, potem śniadanie i w drogę. Szczygieł usadził nas w w swoim samochodzie i pojechaliśmy. Kołysanie auta spowodowało, że zachciało mi się spać, ale zasnąć nie potrafiłam. Dojechaliśmy sprawnie i dość szybko. Weszliśmy do garderoby i za chwilę wszyscy byliśmy już na scenie. Mirek ustalał z aktorami szczegóły oświetlenia. Zna to przedstawienie, ale warunki specyficzne, wyjazdowe. Sprawdziłam przejście za sceną, ustaliłam z kolegami technicznymi ważną sprawę dla mnie i spektaklu: czy mam im pomagać w trakcie. Okazało się, że nie muszę być dzisiaj angażowana do spraw technicznych. Potem lubiniecka obsługa techniczna przekazała informacje dotyczące kurtyny i odsłuchów. W Lubinie jest duża scena, mnóstwo przestrzeni, jest gdzie zjechać łóżkiem światełkowym, odsłuchy w garderobach działają. Pełen profesjonalizm.

 

Nasza garderobiana przygotowała kostiumy. Posiada taką maszynę do prasowania – specyficzny prasowacz, który ja nazywam odkurzacz do prasowania. Nie dziwcie się – naprawdę wygląda jak odkurzacz. Pozwala na sprawne przygotowanie kostiumów. Nasza Ela Pomaga ubrać się koleżankom, zrobić robić fryzury itp. A w trakcie spektaklu prowadzi reflektor punktowy skierowany na balon, unoszący się nad widownią.

No to czekamy na rozpoczęcie. Pozwólcie, że się przygotuję, jest 9.42, a gramy o 10.00 potem o 17.00.

O tej porze, czyli o 15.29 poranne przedstawienie jest już wspomnieniem. Willa Cuprum udostępniła nam pokoje znacznie wcześniej, niż przewiduje doba hotelowa. Bezpośrednio po spektaklu udaliśmy się do owej willi. Organizatorka Centrum Kultury wyprowadziła mnie przez główne wejście, wskazała mi drogę do hotelu. Blisko… tuż, tuż. Przy okazji zobaczyłam wnętrze Domu Kultury. Oj, kochani robi wrażenie. Zresztą, sami popatrzcie na zdjęcia. Potężny hall dwupoziomowy, wszędzie zakątki, gdzie można usiąść, powiedziałabym nawet – skryć się. Teatralne, baśniowe postacie, duże i małe lalki. Kawiarnia oooogromna, w niej scena. Fantastyczne miejsce. A obsługa? Organizatorzy? Proszę państwa, nie ma najmniejszego problemu – wszyscy mili i przyjaźnie nastawieni. Zaskoczona jestem, że jest zawodowy inspicjent. Dzwonki przed spektaklem. No, nie powiem, podoba mi się tutaj. Spektakl zbliża się do końca, zaraz wychodzę na scenę. Rano, gdy na nią wchodziłam z garderoby drzwi niechcący mi trzasnęły. Przeraziłam się tym faktem, ale tu są tak duże przestrzenie, że nikt tego niedosłyszał. Wiecie, piszę tu sobie z Wami, ale stale kontroluję co dzieje się na scenie. Trochę się denerwuję, mam lekką tremę. A gdy wyjdę na scenę zapomnę o wszystkim i wejdę w świat czarowny, teatralny. Świat emocji. To jest piękne. Teatr przypomina mi mój dziecięcy świat wyobraźni. Jest mi bliski i ciepły. Zmykam już.

I kwiaty na koniec. Krwisto-czerwone róże. I brawa szczere, uznanie. Dziewczynka przyszła po autografy. O! cała grupa dzieci przyszła, a zapisujemy je w pięknych kalendarzach imprez na cały rok, jest też gazetka teatralna, programy. No, no brawo dla Pani instruktor teatralnej, opiekunki grupy dzieci bawiących się w teatr. Brawo dla Muzy, Centrum Kultury w Lubinie.

 

Poranek w Willi Cuprum

 

No cóż, pobudka o czwartej. Trochę mnie już to irytuje. W domu nie ma problemu, jestem u siebie, ale na wyjeździe? Oj, proszę państwa, nieprzyjemna sprawa. Obudziłam koleżankę. Pokój mały, przeznaczony tylko do relaksu, spania, za to bardzo przyjemnie urządzony: dwa łóżka, ładna szafka nocna, marmurem wykończona, krzesło, telewizor, z którego ani ja, ani Ela garderobiana nie korzystałyśmy. Ściany ozdobione ciekawą tapetą. Na korytarzach wszędzie mnóstwo obrazów, jak się okazało – właścicielki hotelu, która posiada duszę i zdolności artystyczne. Gdy zejdzie się na dół recepcja i kawiarnia. Stoły w niej okrągłe, prostokątne, na nich serwetki robione szydełkiem i na drutach. Coś dla mnie. Obejrzałam wszystkie, oczy mi zaświeciły do tych dzieł szydełkowych, do obrazów i malowideł na ścianie. Dotykałam każdej z tych serwetek. Zgadnijcie dlaczego? Dla tych, którzy mnie nie znają zdradzę: ja robię serwetki na drutach. Fantastyczna sprawa. Uczy cierpliwości, koncentracji, uważności. Odpoczywam przy dzierganiu. Zajmuje mi to każdą wolną chwilę, ale kocham dzierganie. Wróćmy jednak do Willi Cuprum. Tak więc, gdy obudziłam koleżankę, stwierdziłam, że przeniosę się do kawiarni. W recepcji, siedzi sobie Pan, otworzył mi drzwi na zewnątrz. Wyszłam na chwilkę. Dość ciepło jak na jesienny, listopadowy ranek, co ja mówię? – listopadową noc. Zamieniłam z panem dwa słowa. Stwierdził, że mam dziwną przypadłość – wstawanie tak wcześnie. No, cóż. Ale dość o tym wstawaniu, bo to robi się już nudne.

Zbliżamy się do końca naszych wyjazdów w ramach projektu Teatr Polska. Dzisiaj jedziemy do Nowej Soli, gdzie spędzimy dwa dni: sobotę i niedzielę, a w czwartek Krapkowice. Tam zagramy dwa spektakle, o 11.00 i o 18.00. Będzie dużo czasu między przedstawieniami. Wczoraj wieczorem usiedliśmy wszyscy i słuchaliśmy – uwaga, uwaga – Pamiętnika Smutnego Misia. Docent -Andrzej Szymański spisuje swoje wrażenia z wyjazdów. Wpadliśmy na podobny pomysł niezależnie. Tak, słuchaliśmy, a On czytał. Uśmialiśmy się, wspominaliśmy. Agnieszka zaproponowała mi, żebym w Krapkowicach przeczytała swoje zapiski. Będzie dużo czasu, więc pewnie tak się zadzieje.

Jak zaczynałam pracę w 1990 roku, teatr był częstym gościem w małych i większych miejscowościach, w domach i ośrodkach kultury. Większość naszej pracy stanowiły wyjazdy. Wstawało się o czwartej czy piątej, o szóstej wyjazd i jechało się bliżej, dalej. W sumie to nie tak dawno to było, prawda? A czasy zmieniły się bardzo, oj bardzo.

Gdy moja córeczka przyszła na świat, to z nią wszędzie jeździłam, wychowywała się w teatrze, wszędzie razem. Gdy ja byłam na scenie, córką opiekował każdy, kto był wolny od zajęć scenicznych: a to garderobiana, a to któryś z technicznych kolegów, a to bileterka. Dzisiaj dzieci aktorskie wychowują się z opiekunkami, co też jest dobre. Teraz nie widuję zbyt często w teatrze dzieci moich koleżanek i kolegów. Ale jest jedna Pani, która bywa ze swoim maleństwem w naszym teatrze – Alicja, pedagog teatralna. Mała noszona jest w chuście przepastnej – zamiast wózka i uczestniczy w różnych warsztatach i zajęciach teatralnych razem z mamą. Mała Zu, tak jak moja córcia, wychowuje się w teatrze.

Czy tęsknię za dawnymi czasami? Nie, raczej nie. To był inny czas, teraz jest inny. Powiem Wam szczerze, że trochę szkoda, że kończymy ten projekt. Wspólnie spędzony czas, dostosowywanie się do ciągle zmieniających się warunków, jest sprawdzianem naszych umiejętności. Dzisiaj stwierdzam, że zdaliśmy ten egzamin. Cieszy mnie to.

 

23.11.2013 godz. 18.00
24.11.2013 godz. 11.00 NOWA SÓL
Nowosolski Dom Kultury

 

Kradzież w Nowosolskim Domu Kultury

 

Z ekipą techniczną pojechałam do Nowej Soli. Droga była bardzo przyjemna, dystans z Lubina do celu jest dość krótki w moim rozumieniu,czyli sześćdziesiąt kilometrów. Do Domu Kultury droga prosta. Niepozornie wyglądający budynek, będący w gwałtownej potrzebie remontu. Chwilę poczekaliśmy na jego otwarcie. A gdy to się zadziało koledzy techniczni obejrzeli scenę i nieco się zdziwili. Powiedzieli, że trzeba zabrać się do pracy. No i zabrali się, pracują stale. Ja ulokowałam się w garderobie, odnowionej, tuż obok sceny. Obejrzałam sobie wnętrze Domu Kultury i znalazłam bardzo piękną salę, gdzie wiszą ciekawe prace plastyczne. Pomyślałam sobie, że to co zewnętrzne nie zawsze odpowiada właściwym wartościom. W tymże miejscu jest mnóstwo zakamarków, drzwi i dojść do wnętrza budynku. Pan Dyrektor, który dba o wszystko, jak zdążyłam zauważyć, otworzył mi boczne drzwi,za którymi zobaczyłam coś ciekawego – rzeźby w oknie. Cha, jakie piękne. To prace uczestników kółka plastycznego. Chwilę rozmawiałam z Panem Dyrektorem. Opowiedział mi historię następującą: Drzwi do Domu Kultury często otwarte. Nie tak dawno, około dziesięciu dni temu, pewien bardzo zniszczony przez alkohol mężczyzna wszedł do Domu Kultury bocznym wejściem. Ukrył się gdzieś… został sobie na noc. A, że był w potrzebie łyknięcia trunku, skonsumował napój z postanowieniem, że zabierze kable, jakie są na scenie, sprzeda je i zasili swoją kieszeń oraz zadowoli gardło. Zrobił to, czyli wyciął wszystkie kable, oprócz jednego najgrubszego, który ma sześćdziesiąt trzy ampery. Zwinął wszystko, ulokował się pod sceną napiwszy się z butelki i zasnął. Rano obudziła go obsługa Domu Kultury, wezwano Policję. Nasz niecny bohater chciał uciec, ale zamroczony został pochwycony i odprowadzony w odpowiednie miejsce. Nie jest to jednak pocieszające, ponieważ Nowosolski Dom Kultury został mocno zubożony. Straty są duże i potrzeba teraz wysiłku, zachodu, by odzyskać to, co stracone. Mimo wszystko spektakle, imprezy odbywają się w ciągu dalszym za sprawą operatywnego Dyrektora – Pana Krzysztofa Piotrowiaka.

Dyrektor NDK jest człowiekiem kultury. Był przy montażu cały czas, wszystkiego dopilnował, kierował wszystkim. Osobiście otwierał drzwi, ustalał, nie zdziwiłabym się gdyby wchodził na drabinę i ustawiał reflektory, bądź podwieszał horyzont, czy odkurzał. Nie wiem kto jest odpowiedzialny za przeznaczanie środków na remonty domów kultury, ale błagam, zajmijcie się odbudową, przebudową, modernizacją NDK. Przeznaczcie odpowiednie środki na to! Tam jest człowiek, który dba o kulturę, wie jakie ma znaczenie dla dzieci, młodzieży i dorosłych. To miejsce wymaga pomocy finansowej, jak mniemam sporej. Nie będę opisywać jak to faktycznie wygląda i tłumaczyć nie będę dlaczego. Kto już zagrał w tym miejscu, ten wie, dla reszty zdjęcia.

A dzisiaj i jutro gramy tutaj jako jeden z wielu teatrów z całej Polski.

 

Rozpieszczanie

 

Ten wyjazd to prawdziwe dopieszczanie. Warunki w jakich mieszkamy są cudne. Pokoje dwuosobowe. Czyste, zadbane, ciepło. W Brzegu Dolnym spaliśmy w dużym hotelu, gdzie była bardzo miła obsługa, można było zjeść ciepły posiłek, wypić nieco… herbaty. Kolacja dla nas zamówiona. Pani Dyrektor Centrum Kultury zawiozła nas osobiście do hotelu prywatnym samochodem, posiedziała z wszystkimi. Rozmowy, rozmowy, rozmowy. O wszystkim pomyślała, zadbała, zatroszczyła się. Rano śniadanie i dalej w trasę.

W Lubinie hotel Cuprum – pisałam wcześniej o warunkach. Tutaj również zadbano o nas. W Centrum Kultury przygotowano dla nas smaczny posiłek za jakąś śmieszną odpłatnością w pozytywnym tego sława znaczeniu.

A Nowa Sól? Tutaj otrzymaliśmy pyszny obiad w mieście około 14.30. Mieliśmy wybór – restauracja przyszykowała nam faszerowane udka drobiowe, żurek z kiełbasą, surówki, napoje. Stół jak poniżej. Potem przygotowywaliśmy się do spektaklu. Zagraliśmy. Byliśmy wszyscy zmęczeni całym dniem, ponieważ warunki sceniczne wymagające modernizacji, nie rozpieściły nikogo. Scena ogromna, zapełniona światełkową dekoracją, stworzyła zupełnie nową przestrzeń. Byłam zadziwiona, że tak to się zmieniło. Gdy rozmawiałam z Waldkiem tuż przed spektaklem, doszliśmy do wniosku, że teraz mamy teatr i możemy zagrać.

A w pensjonacie Korona zjedliśmy drugi obiad na kolację: rosół, pierś z kurczaka z migdałami, pestkami dyni i słonecznika i moi drodzy – prawdziwy kompot z truskawek i jabłek. Pycha. Wyspaliśmy się, bo wygodne łóżka, przestrzenne pokoje. Śniadanie i do pracy. Z przyjemnością dzisiaj zagram.

Dlaczego rozpisuję się o warunkach? A to dlatego, że to jest istotny element takich wyjazdów. Gdy czujemy i widzimy troskę o nas, to z przyjemnością pracujemy. Nie odczuwamy zmęczenia i trudów wyjazdowych, bo się dobrze wysypiamy. Ciepły posiłek, normalny – zamiast zupki chińskiej, poprawia nasze nastroje. Niby taki drobiazg, a jakże ważny.

 

WSPOMNIENIE W DRODZE DO DOMU

 

Od czego zacząć? Siedzieliśmy w busie. Wracaliśmy oooo, z daleka, czyli z Nowej Soli. Ponad dwieście kilometrów do domu, do Opola. Pełne rozluźnienie, rozmowy wspominkowe, w sensie podróży na – uwaga- Tajwan. Tak. Koledzy byli w egzotycznym kraju przed kilku laty ,a właściwie to nie wiem ile lat upłynęło od tej wycieczki zawodowej, ponieważ mam wrażenie, że to było wczoraj. Dla mnie czas jakby nie upływa, dlatego nie potrafię określić, kiedy to było. Janek rozpoczął rozmowę.

-Jedziemy na Tajwan ze „Światełkiem”?

-Ja jestem pierwsza. Mam ochotę na te masaże, które Wam zaserwowano – powiedziałam, a Dorota na to:

-Ja jestem pierwsza. Mam ochotę na te masaże, które Wam zaserwowano – powiedziałam, a

-Pamiętasz jak Kaleta sobie zrobił masaż pieniążkami. Mistrz zrobił mu taki specjalny energetyzujący masaż monetami. Najpierw przejechał wzdłuż kręgosłupa a tu takie pręgi zostały, potem zrobiły się fioletowe. Na drugi dzień Janek mówił, że czuje się znakomicie.

-A pamiętacie jak tamtejszy Minister Kultury śpiewał? Przyszedł do nas na przyjęcie. Długo nie dawał się namówić. Zdjął krawat na znak, że jest prywatnie w tym momencie, odłożył go i śpiewał, ale jak?! Piękne to było. A gdy skończył założył krawat i stał się na powrót ministrem – tak Janek zapamiętał ministra.

-Podali nam herbatę białą – mówiła Dorota – włożyli po jednej takiej kulce do takiego czegoś i nic. Czekaliśmy. Potem przynieśli wodę zalali i wszyscy Tajwańczycy czekali aż wypijemy. A my czekaliśmy, aż herbata naciągnie i nabierze koloru. Czekamy, czekamy a to nic. Kulka rozwinęła się w piękny liść.

-Wypiliście w końcu? – zapytałam.

-Tak, ale to trwało całe wieki. A najgorsze było jak ktoś z nas posłodził tę herbatę. Okazało się potem, że to najdroższa herbata za jakieś 1500 dolarów za kilogram. A gdzie to nas podejmowali? -zapytała Dorota? Na co wtrącił się Waldek:

-U Tiffaniego

-Aaaa, tak. To było u Tiffaniego

-A najlepsze było jak wzięli mnie za wojewodę opolskiego z racji mojego nazwiska. Posadzili mnie na przeciw ministra a obok pełna ochrona. Przyjęli mnie z pełnymi honorami. Nikt z nas nie wyjaśniał sprawy, tak też na krótki moment byłem osobistością. Minister podszedł do mnie i wręcza mi wizytówkę, a ja nic, bo skąd miałem mieć wizytówkę, żeby się wymienić. A wyobraź sobie, że graliśmy w hali na cztery tysiące osób a do kabiny akustyka jechało się windą dwa piętra wyżej. Potęga – mówił Waldek.

Tak opowiadali historie, wspominali mrożone bambusy i jak je smakowali. Przywoływali nocne targi i jak kupili MP3, DVD, kartę graficzną.

Wiecie co? rano dokończę historię. Dzisiaj jestem już zmęczona. Odpoczywam.

Wracam na chwilę do Was, kończąc powoli historię, jak i relacje z wyjazdów. Spotkamy się jeszcze w czwartek przy okazji ostatniego wyjazdu, jakim będą Krapkowice. Później, kto wie? Może wpadnę na kolejny, inny pomysł i będziemy mieli okazję rozmowy, ale w innej formie.

Waldek ożywił się w czasie podróży, opowiadał o wyprawie na Tajwan:

– Mariola stwierdziła, że tę kartę graficzną musi mieć sprawdzoną (no wiecie, tę z Tajwanu), że chce zobaczyć czy działa. Poprowadzili nas krętymi uliczkami, coraz węższymi i ciemniejszymi. Nie wiedzieliśmy gdzie nas zaprowadzą. Jakby co to w długą i uciekamy. Stanęliśmy przy jakichś drzwiach bardzo niepozornych, Tajwańczyk zapukał, używając jakiegoś hasła, drzwi się otworzyły a tu pełna produkcja. Mnóstwo pracowników, wzięli kartę graficzną, cak, cak i wyświetliło się wszystko na wielkim ekranie, działa? Działa. Poszliśmy stamtąd – śmiał się i wspominał Waldek.

W trójkę wspominali, opowiadali żywo, jakby to było wczoraj i dopiero co wrócili z wyprawy. Opowieści o wyjeździe wypełniły wnętrze busa i wędrowałam wraz z kolegami po zakątkach Tajwanu. Trudno spamiętać wszystkie historie, ale pokuszę się, by spisać przynajmniej niektóre anegdoty naszego teatru. Nim się spostrzegliśmy, już byliśmy w Opolu. Wysiadłam dziękując za spędzony czas. Z jednej strony dobrze, że w domu, z drugiej szkoda było kończyć tak przyjemny wyjazd. Atmosfera bardzo pozytywna, serdeczna, koleżeńska i ciepła. Szkoda, że tak krótko dla nas trwały wyjazdy w ramach projektu Teatr Polska. Trzeba jednak cieszyć się z tego co mamy.

 

28.11.2013, godz. 11.00 i 18.00 KRAPKOWICE
Krapkowicki Dom Kultury

 

„Kwiatek” na koniec

 

Dzisiaj zagraliśmy ostatnie dwa „Światełka” w ramach projektu Teatr Polska, tym razem w Krapkowicach. Hmmm… od czego zacząć? Zacznę od tego, że to blisko od Opola, więc pojechaliśmy nieco później prywatnymi samochodami. Dwadzieścia minut i już byliśmy na miejscu. Oczarował mnie budynek. Czysty, wyremontowany, schludny. I co dalej? No tak, zbliżał się czas spektaklu, a tu tłumy na widowni. Ponieważ mogę sobie pozwolić na bycie w prywatnych ubraniach co najmniej do połowy spektaklu, a miałam jeszcze zarezerwować dwa bilety dla osób z Warszawy, to wyszłam przed spektaklem do kasy. A w kasie nikogo. Ciemno. Cóż – pomyślałam – idę dalej. Kogoś przypadkowego zapytałam, gdzie można takie bilety zarezerwować. Wskazali mi drogę, więc poszłam. Znalazłam jakąś panią w jakimś biurze, która prowadziła rozmowę telefoniczną. Była zdenerwowana, lecz trzymała emocje na wodzy. Gdy skończyła, powiedziałam jej o co mi chodzi, na co mi odrzekła, że na popołudnie jest dużo wolnych miejsc. I wróciłam, ale przez widownię. Ciężko było się przedostać do garderób. Część widowni wychodziła, ponieważ nie było w ogóle miejsca. Kto organizował widownię? Jestem bardzo ciekawa, bo na popołudnie faktycznie przyszła garstka, a przed południem ludzie wychodzili. Jak znam życie, ci, którzy musieli wyjść z powodu braku miejsca, to już niezbyt chętnie wrócą do Krapkowickiego Domu Kultury na jakąkolwiek imprezę, spektakl itp. A co dalej? Spektakl się opóźnił co najmniej o piętnaście minut. Aktorzy czekali, niecierpliwili się, gotowi do pracy. Kto dał znać, że możemy zaczynać przy pierwszym spektaklu nie wiem, ale przy drugim ja to uczyniłam, ponieważ również się opóźniał. Wyszłam dwa razy. Raz, żeby sprawdzić czy goście z Warszawy z pewnością wejdą, drugi raz, żeby poinformować akustyka i elektryka, aby zaczynali. Nie było nikogo, kto wpuszczałby osoby z biletami. Nikogo nie zauważyłam. Ten wyjazd uratowały dwie Panie pracujące w tymże Domu Kultury. Jedna prowadzi kółko muzyczne, druga plastyczne. Ciekawe postacie. Spędziły z nami mnóstwo czasu i mieliśmy okazję pić po włosku przyrządzoną kawę. Piliśmy ją w bardzo eleganckich filiżankach, przyniesionych z domu przez Panią Beatkę, artystkę plastyczną. Dziękuję Pani Żanecie i Beacie za gościnę.

 

teatr-polska